Aktualności

Muzyka w obozach zagłady // 06.05.2012
OJ, HALINO! // 28.02.2012

   

  

Speaking Concerts on Facebook

 

 

 

 

 Aktualna liczba odsłon


Newsletter

Zapisz się, jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach Speaking Concerts!

Share

 

 

 

 

Kilka obiecanych słów o...

 

FUDZE

Ze słowem tym spotykaliśmy się już przy omawianiu kanonu. Aż do XVII-go wieku terminem "fuga" określano to, co dziś nazywamy kanonem. Samo słowo jest pochodzenia łacińskiego i wywodzi się bądź od "f u g e r e" uciekać, bądź też od "f u g a r e" gonić. W sensie muzycznym ma tu więc miejsce ucieczka tematu w jednym głosie i pogoń za nim w głosie drugim (wzgl. w wielu głosach).

Formę, o jakiej za chwilę będziemy mówili, fuga uzyskała dopiero w XVIII-tym wieku i to głównie w ramach twórczości postaci tej miary co J. S. Bach (1685-1750) i J. F. Haendel (1685-1759).

Czynnikiem czołowej wagi, decydującym o rozwoju formy fugi, centralizującym wokół siebie cały jej przebieg jest temat. Ta niezwykle "odpowiedzialna" rola stawia pojęciu tematu fugi specyficzne "wymagania", a mianowicie: 1) temat musi posiadać odp. jędrność, która nie pozwoli zatrzeć jego charakterystycznych cech nawet przy dość szerokim rozwinięciu go, 2) wynikającą z cechy poprzedniej aktywność, dzięki której jest on zdolny "przebić się", poprzez najzawilsze sploty polifoniczne, 3) temat musi być tak skonstruowany aby nadawał się do kontrapunktycznych przeobrażeń oraz mógł łączyć się z innymi strukturami polifonicznymi.

więcej

źródło -  www.cedur.pl

Testament heiligenstadzki Beethovena

Moim Braciom, Karolowi i [Janowi], aby przeczytali i wykonali po mojej śmierci.

O ludzie, co macie mnie lub ogłaszacie za nieprzyjaznego, zaciętego czy też mizantropa, jakżeż mnie krzywdzicie! Nie znacie tajemnej przyczyny tego, co się wam takim wydaje. Moje serce i umysł od dzieciństwa skłaniały się ku tkliwej życzliwości. Czułem się także zawsze usposobiony do dokonywania wielkich czynów. Ale pomyślcie tylko, że od sześciu lat znajduję się w rozpaczliwym stanie, pogorszonym przez bezrozumnych lekarzy. Z roku na rok oszukiwany nadzieją poprawy, zmuszony byłem w końcu przekonać się o trwałości choroby (której ulecznie potrwa może lata albo jest całkiem niemożliwe) i chociaż urodziłem się z ognistym, żywym temperamentem i nawet chętny do towarzyskich rozrywek, musiałem wcześnie odsunąć się od ludzi, pędzić życie samotne. Gdy chciałem czasem wznieść się ponadto wszystko, jakże twardo wówczas odpychała mnie w dwójnasób smutna świadomość, że źle słyszę, a przecież nie mogłem jeszcze powiedzieć ludziom: „Mówcie głośniej, krzyczcie, bo jestem głuchy”. Ach, jakże mógłbym przyznać się do słabości zmysłu, który winien być u mnie doskonalszy niż u innych, zmysłu, który niegdyś miałem wspaniale doskonały, tak doskonały, jak ma go czy miało niewielu ludzi mojego zawodu. Nie, nie mogę tego. Dlatego wybaczcie mi, kiedy widzicie, że stronię od miejsc, w których chętnie bym się wśród was znajdował. Nieszczęście moje nęka mnie w dwójnasób, skoro na domiar muszę być źle rozumiany. Nie ma dla mnie wytchnienia w towarzystwie ludzi, subtelniejszych rozmów, wzajemnych wynurzeń. Prawie całkiem samotny, tyle tylko mogę się pokazywać w towarzystwie, ile wymaga tego najwyższa konieczność. Muszę żyć jak wygnaniec. Kiedy zbliżam się do ludzi, ogarnia mnie dotkliwy lęk, ponieważ boję się narazić na niebezpieczeństwo, że stan mój zostanie odkryty. Tak było też i przez te pół roku, które spędziłem na wsi. Zalecenie roztropnego lekarza, bym jak najbardziej oszczędzał swój słuch, nie było sprzeczne z moim teraźniejszym naturalnym usposobieniem, aczkolwiek niekiedy, porwany pociągiem do ludzi, dawałem się mu uwieść. Ale cóż to za upokorzenie, kiedy ktoś stojący obok mnie z daleka słyszłał śpiew pasterza, a ja również nic nie słyszałem.

Takie zdarzenia przywiodły mnie na skraj rozpaczy: niewiele brakowało, a skończyłbym z życiem. Tylko ona, sztuka, mnie powstrzymała. Ach, zdało mi się to niemożliwe opuścić świat, zanim stworzę to wszystko, do czego czułem się powołany, i wlokłem tak ten nędzny żywot, zaprawdę nędzny, to ciało tak wrażliwe, że jakakolwiek nagła zmiana może zmienić najlepszy stan w najgorszy. Cierpliwość – tak się to nazywa – ją muszę teraz wybrać na przewodniczkę; mam ją. Stałe, spodziewam się, będzie moje postanowienie wytrwania – aż się nieubłaganym parkom spodoba przeciąć nić. Może będzie lepiej, może nie: jestem przygotowany. Stać się z musu filozofem w dwudziestym ósmym roku życia – to rzecz niełatwa dla artysty trudniejsza niż dla kogokolwiek innego.

Boże, Ty patrzysz w moją duszę, Ty ją znasz: Ty wiesz, że mieszka w niej miłość bliźniego i chęć czynienia dobra. O ludzie, jeśli kiedyś to przeczytacie pomyślcie, że byliście niesprawiedliwi dla mnie, a nieszczęśliwy niech się pocieszy, spotykając podobnego sobie, który mimo wszelkich przeszkód natury uczynił przecież wszystko, co było w jego mocy, by policzono go w poczet godnych szacunku artystów i ludzi.

Wy, moi bracia Karolu i [Janie], gdy tylko umrę, a profesor Schmidt żyć jeszcze będzie, poproście go w moim imieniu, by opisał moją chorobę, i tę napisaną tutaj kartę dołączcie do historii mojej choroby, żeby przynajmniej tyle, ile można, świat pojednał się ze mną po mojej śmierci.

Jednocześnie uznaję tutaj was obu za spadkobierców mojego małego majątku – jeśli tak to nazwać można. Podzielcie się nim sprawiedliwie i żyjcie w zgodzie, i pomagajcie sobie wzajem. Coście mi zawinili, to – wiecie – zostało wam dawno odpuszczone.

Tobie, bracie Karolu, dziękuję jeszcze osobno za przywiązanie, jakie mi okazałeś w ostatnich, niedawnych czasach. Jest moim życzeniem, żeby wasze życie było lepsze, wolniejsze do trosk niż moje. Zalecajcie swoim dzieciom cnotę: ona jedna może uszczęśliwić, nie pieniądze; mówię z doświadczenia. To ona podniosła mnie nawet w nieszczęściu; jej to i mojej sztuce zawdzięczam, że nie skończyłem życia samobójstwem. Bądźcie zdrowi i kochajcie się!

Dziękuję wszystkim przyjaciołom, zwłaszcza księciu Lichnowskiemu i profesorowi Schmidtowi. Życzyłbym sobie, by instrumenty od księcia Lichnowskiego były przechowywane u któregoś z was; ale żeby żaden spór nie wyniknął między wami z tego powodu . Jeśli jednak mogłyby wam posłużyć do czegoś pożyteczniejszego, to sprzedajcie je. Jak się cieszę, że i w grobie mogę wam się jeszcze przydać!

To byłoby wszystko. Z radością śpieszę śmierci naprzeciw. Jeśli przyjdzie wcześniej, nim zdążę rozwinąć wszystkie swoje zdolności artystyczne, to mimo mojej ciężkiej doli przyjdzie przecież za wcześnie i życzyłbym jej sobie później. Ale i wtedy będę zadowolony: czyż nie uwolni mnie od nie kończących się cierpień? Przyjdź, kiedy zechcesz: wychodzę odważnie naprzeciw ciebie. Bądźcie zdrowi i nie zapominajcie o mnie całkiem po mojej śmierci. Zasłużyłem sobie u was na to, myśląc
w życiu często o was, by was uczynić szczęsliwymi. Bądźcie nimi!

 

Ludwig van Beethoven

Heiligenstadt, 6 października 1802 roku

 

Źródło: Romain Rolland, Beethoven 1770 – 1970, oprac. Władysław Dulęba, Polskie Wydawnictwo Muzyczne 1970, s. 98-99.

 

Honorarium Mozarta

Koncert Ostatnie Requiem, czyli M jak Mozart przyniósł wiele kontrowersji na temat wynagrodzenia Mozarta za napisanie swego ostatniego utworu. Historia podpowiada nam, że do dziś nie udało się ustalić jednoznacznej kwoty. Potwierdzają to odpowiedzi, jakich udzielali Państwo w konkursie rozegranym na naszej facebook`owej stronie. Dzięki Państwu zebraliśmy kilka istotnych i prawdopodobnych informacji. Oto i one:

1) Mozart zażyczył sobie 100 dukatów, otrzymał jednak tylko 50 dukatów zaliczki. Inne źródło dodaje, że już po śmierci Mozarta jego żonie wypłacono (o dziwo!) 300 dukatów.

2) Franz Graf von Walseg-Stuppach zamówił "Requiem" za 50 dukatów (tj. 225 guldenów). Mozartowi, przez ręce pośrednika, przekazał 25 dukatów zaliczki.

3) WIlhelm II zapłacił Mozartowi 450 imperial guldenów (tj. 100 dukatów).

http://books.google.com/books?id=20UNX8-pJOoC&pg=PA162&lpg=PA162&dq=requiem+mozart+100+ducats&source=bl&ots=DKsLdZ0HZv&sig=E2abgBXR683Wgdc8iCPQxttEzb4&hl=en&ei=2UHyTK-wEYnoOaeLjdMK&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=1&sqi=2&ved=0CBYQ6AEwAA#v=onepage&q=requiem%20mozart%20100%20ducats&f=false

4) Mozart zarządał i otrzymał jedynie 50 dukatów.

http://en.wikipedia.org/wiki/Requiem_(Mozart)#cite_ref-Landon_2-0

 

I jak tu wierzyć źródłom historycznym?

Zapraszamy do dalszej dyskusji!
 

 

Komat pitagorejski

Podczas koncertu Pasaż Ha(e)ndlowy usłyszeliśmy ciekawostkę na temat różnicy pomiędzy dźwiękiem danym a dźwiękiem wyliczonym przez złożenie 12 kwint czystych i 7 oktaw w dół. Zjawisko to zostało zauważone przez starożytnych Greków, a konkretnie przez pitagorejczyków, którzy zajmowali się m.in. efektami związanymi z podziałem strun. Z powodu licznych problemów intonacyjnych, związanych z komatem pitagorejskim zaczęto stopniowo wprowadzać temperacje interwałów. Od XVIII w. aż do dnia dzisiejszego stosuje się system równomiernie temperowany, w którym interwał kwinty nie do końca odpowiada kwincie uzyskanej z naturalnego podziału struny na 3 części. Eliminuje się natomiast w łańcuchu 12 kwint efekt komatu pitagorejskiego.

Różnica pomiędzy półtonem diatonicznym (limma = frac{256}{234}) a chromatycznym (apotome = frac{2178}{2048}) w komacie pitagorejskim wynosi ok. 24 centów:

(	frac{3}{2})^{12} cdot (	frac{1}{2})^7 = 	frac{531441}{524288} approx 24 centy

Kto to ogarnie?

Więcej informacji na temat komatu pitagorejskiego: http://en.wikipedia.org/wiki/Pythagorean_comma

 

 

Friedrich Kalkbrenner

Jak już wspomniano podczas koncertu Z Żelazowej Woli do Paryża, Chopin pragnął doskonalić swój warsztat kompozytorski właśnie u Kalkbrennera. Ten jednak postawił warunek, że przyjmie do siebie Chopina na okres co najmniej trzech lat. Wiązanie się umową na tak długi czas nie było po myśli młodego artysty. Toteż tak postawione „ultimatum” stało się przyczyną rezygnacji Fryderyka z pobierania nauk (w czym utwierdzili go jego polscy przyjaciele). Decyzja ta – jak się wydaje – pozwoliła Chopinowi zachować własną tożsamość kompozytorską. Słuchając dziś twórczości Kalkbrennera możemy być wdzięczni opatrzności, że tak pokierowała losem młodego Chopina.

Więcej informacji na temat Kalkbrennera: http://en.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Kalkbrenner

 

 

 

 

 Partnerzy 

 

Patroni medialni